Za pierwszym razem wparował do banku ze scyzorykiem w ręku, krzycząc, że to napad. Klienci i obsługa wyśmiali go jednak, a on zbiegł. Powrócił kilka miesięcy później, tym razem „uzbrojony” w własnoręcznie wykonaną imitację pistoletu, którą… wyrzeźbił z drewna. Rozbój okazał się skuteczny – łupem 30-latka padło ponad 50 tysięcy złotych.

Pierwszy napad miał miejsce w 2019 roku. Młody mężczyzna wpadł do placówki bankowej w Opolu-Czarnowąsach, wyciągnął scyzoryk i zażądał wydania pieniędzy. Na widok niewielkiego nożyka obsługa banku i klienci wyśmiali napastnika, a ten zbiegł. Powrócił jednak kilka miesięcy później, tym razem napad był skuteczny.

W lipcu 2020 napastnik ponownie wszedł do banku tym razem „uzbrojony” w przedmiot przypominający broń. Podszedł do okienka kasowego, poinformował kasjerkę, że to napad, po czym odepchnął ją i wyciągnął z kasy pieniądze. Łupem napastnika padło 40 tysięcy złotych i 3 tysiące euro.

Mężczyzna został zatrzymany kilkanaście godzin po napadzie. 30-letni fryzjer z Opola tłumaczył policjantom, że wpadł w spiralę długów i jedyną metodą wyjścia na prostą wydawało mu się obrabowanie banku, który bardzo dobrze znał, bo robił w nim opłaty. Gdy pierwsza próba zakończyła się fiaskiem, 30-latek własnoręcznie wystrugał z drewna atrapę broni.

Wczoraj przed sądem okręgowym w Opolu zakończył się proces 30-latka. Mężczyzna został skazany na 4 lata więzienia, będzie musiał też zwrócić pieniądze, których policjantom nie udało się odzyskać bezpośrednio po zdarzeniu – to kwota około 35 tysięcy złotych.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Podaj imię