Nieprawdopodobna sytuacja w Gorzowie Wielkopolskim. Jeden z uczestników wypadku drogowego rozpłynął się w powietrzu. W aucie został po nim tylko but. Ciało znaleziono wiele dni później kilkanaście kilometrów dalej.

Do wypadku doszło 4 lipca nad ranem. Kierowca mini coopera, wyprzedzając inne auto, rozbił się na betonowym słupie i mostku. Siła uderzenia była tak duża, że auto się rozpadło, a części zostały rozrzucone w promieniu kilkudziesięciu metrów.

W mini podróżowały trzy osoby. Tyle tylko, że gdy ratownicy przybyli na miejsce, w aucie poza 21-mężczyzną i jego 18-letnią koleżanką nie było nikogo innego. Oboje w ciężkim stanie trafili do szpitala. W samochodzie znaleziono za to męski but. Przeszukano okolicę, jednak po jego właścicielu nie było śladu. Ciało 21-letniego Konrada znaleziono niemal tydzień później.

W Warcie, kilkanaście kilometrów od miejsca wypadku, natknął się na nie wędkarz. Jak znalazło się w rzecze?  Śledczy przyjmują dwie hipotezy. W pobliży płynie kanał. Możliwe, że siła uderzenia wyrzuciła chłopaka z auta, który następnie wpadł do wody, a ta poniosła jego ciało do Warty. Inna wersja zakłada, że wyszedł on z auta o własnych siłach i w szoku skoczył do rzeki z zamiarem odebrania sobie życia. Jak było naprawdę? Na to pytanie odpowiedzieć ma prokuratorskie śledztwo.

Wstępna sekcja zwłok chłopaka jako przyczynę śmierci wskazała utonięcie.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Napisz komentarz
Podaj imię